


Była godzina 18:46 czasu lokalnego, kiedy Wyndham Clark zatrzymał swój ostatni Putt tego dnia dziewięć cali od dołka, wbił go do dołka i uniósł ręce w górę. Publiczność zgromadzona przy 18. dołku w Shinnecock Hills zareagowała powściągliwie. Ci, którzy spodziewali się typowej atmosfery zwycięstwa charakterystycznej dla turnieju U.S. Open, zobaczyli zamiast tego ciche, niemal wyzywające westchnienie ulgi – zarówno ze strony zwycięzcy, jak i tej garstki widzów, którzy w tę niedzielę byli po jego stronie.
Wyndham Clark po raz drugi został mistrzem U.S. Open. Z łącznym wynikiem 4 poniżej Par (276; 64–69–70–73) 32-latek z Kolorado wygrał 126. edycję amerykańskich mistrzostw krajowych w klubie golfowym Shinnecock Hills w Southampton w stanie Nowy Jork, wyprzedzając Sama Burnsa o jedno uderzenie. Było to dziewiąte zwycięstwo od początku do końca w historii turnieju – i jedno z najbardziej dramatycznych.
Shinnecock Hills, klasyczne pole typu links na Long Island, położone około jednej mili od Atlantyku, po raz szósty było gospodarzem turnieju U.S. Open. Pole o Par 70 i długości 7 440 jardów, jak zwykle, uchodziło za bezlitosne: W pięciu poprzednich edycjach U.S. Open rozgrywanych w tym miejscu tylko trzech graczy zakończyło turniej poniżej Par. Clark jest teraz jednym z nich – z wynikiem 276 uderzeń, co dokładnie odpowiada rekordowi ustanowionemu tutaj przez Retiefa Goosena w 2004 roku.
Czek dla zwycięzcy opiewał na 4,5 miliona dolarów z puli nagród wynoszącej łącznie 22,5 miliona dolarów.
Zobaczcie tutaj końcową tabelę wyników US Open 2026.
WYNDHAM ZWYCIĘŻYŁ OD POCZĄTKU DO KOŃCA! 🏆 🏆 pic.twitter.com/k7kvzfXzTS
— U.S. Open (@usopengolf) 21 czerwca 2026 r.
Clark wystartował o najkorzystniejszą porę tee time w całym turnieju: przerwa spowodowana mgłą w czwartek rano przesunęła wszystkie tee time i sprawiła, że trafił na pole, które zazwyczaj nie zna litości, w rzadkim momencie spokojnych wiatrów. Wykorzystał tę okazję w pełni – jego wynik 64 w rundzie otwarcia był najniższym wynikiem w historii turnieju U.S. Open na polu Shinnecock Hills. Dzięki solidnym wynikom 69 i 70 w kolejnych dniach Clark jeszcze bardziej umocnił swoją przewagę. Po 54 dołkach miał wynik 7 poniżej Par – co również stanowi rekord dla Shinnecock Hills – i sześciopunktową przewagę nad najbliższymi rywalami, w tym liderem światowego rankingu Scottie Schefflerem.
Aby zrozumieć, co oznacza to zwycięstwo, trzeba cofnąć się o rok.
Wyndham Clark zdobył swój pierwszy tytuł w turnieju wielkoszlemowym w 2023 roku – był to zaskakujący triumf w turnieju U.S. Open w Los Angeles Country Club, gdzie jako outsider wyprzedził Rickiego Fowlera i Rory'ego McIlroya. Potem nastąpił powolny upadek – nie tyle pod względem sportowym, co w oczach opinii publicznej.
W 2025 roku nieszczęścia zaczęły się nawarstwiać. Podczas PGA Championship Clark rzucił kijem i publicznie za to przeprosił. Kilka tygodni później podczas turnieju U.S. Open w Oakmont nie zakwalifikował się do dalszej części rozgrywek – i w przypływie frustracji kopnął obudowy dwóch 121-letnich szafek. Zdjęcie zniszczeń krążyło w sieciach społecznościowych i sprawiło, że Clark z dnia na dzień stał się persona non grata w amerykańskim golfie. Klub w Oakmont zakazał mu wstępu na teren obiektu do czasu pokrycia kosztów naprawy, przekazania darowizny na rzecz organizacji charytatywnej wybranej przez klub oraz odbycia terapii z zakresu radzenia sobie z gniewem.
Clark początkowo zniknął z życia publicznego. Dopiero stopniowo powrócił – z przeprosinami, które niektórzy uznali za spóźnione i zbyt połowiczne, oraz z nową stabilnością psychiczną, którą przypisywał przede wszystkim swojej wieloletniej trenerce mentalnej Julie Elion. Przełom w karierze sportowej nastąpił w maju 2026 roku: podczas turnieju CJ Cup Byron Nelson w Dallas Clark zakończył ostatnią rundę wynikiem 60 i wygrał z łącznym wynikiem –30. Cztery tygodnie później pojawił się w Shinnecock Hills – najpierw jako pół-czarna owca, potem jako lider po pierwszej rundzie, a w końcu jako zwycięzca.
„To, co wydarzyło się w zeszłym roku podczas U.S. Open, było jak cios w twarz, który powiedział mi: »Hej, obudź się, wróć do tego, kim jesteś«” – powiedział Clark podczas konferencji prasowej po zwycięstwie. „Popełniłem błędy. Wiele się z nich nauczyłem i to sprowadziło mnie z powrotem do tego, kim jest Wyndham Clark”.
Clark rozpoczął ostatni dzień turnieju z przewagą, która na papierze wyglądała na komfortową. Sześć uderzeń przewagi w US Open – w historii turnieju w 20 z 20 przypadków wystarczyło to do zwycięstwa. Jedyny wyjątek w całej historii turniejów wielkoszlemowych: Greg Norman podczas Masters w 1996 roku, który stracił równie dużą przewagę. O tym podobieństwie przypominano Clarkowi niejednokrotnie w poprzednich dniach.
On sam przyznał, że obudził się z niepokojącym uczuciem w żołądku.
Kiedy o godz. 14:24 czasu lokalnego Clark i Scheffler rozpoczęli grę na pierwszym dołku, atmosfera od razu stała się jednoznaczna. Tysiące widzów spontanicznie zaśpiewało Schefflerowi „Happy Birthday” – lider światowego rankingu świętował swoje 30. urodziny – a Clarka powitało mieszanką chłodnego dystansu i jawnego niezadowolenia.
Według relacji obserwatorów to, co nastąpiło potem, było jednym z najbardziej niezwykłych przejawów zachowania kibiców w najnowszej historii turniejów wielkoszlemowych. Clark słyszał okrzyki takie jak „Crash and burn!” i „Get in the Bunker!” – to ostatnie, według relacji reportera Golf Channel Smylie Kaufmana, około 50 razy w ciągu dnia. Na 4. dołku jeden z kibiców krzyknął: „Don’t choke, buddy!”, po czym został wyrzucony z pola. W trakcie rundy podobny los spotkał jeszcze kilku innych widzów. Kibice wiwatowali, gdy piłka Clarka trafiała do Bunkeru, i jęczeli, gdy Scheffler nie trafiał Puttem.
Analityk Golf Channel, Brandel Chamblee, skomentował to wydarzenie na żywo w telewizji: „Nigdy nie widziałem, żeby amerykański gracz był tak wygwizdywany na amerykańskiej ziemi. Nigdy nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś musiałby radzić sobie z czymś takim na turnieju wielkoszlemowym w takim stopniu”.
Również Scheffler, który był fetowany przez tłum, mówił później otwarcie o tym, co zaobserwował: „Czasami może to być trochę za dużo, gdy piłki staczają się z greenów i słychać okrzyki radości. To było dla mnie nieco zbyt wiele. Ale ostatecznie to wiele mówi o Wyndhamie, o tym, jak poradził sobie dzisiaj nie tylko z tym polem golfowym, ale także z publicznością”.
Trenerka mentalna Julie Elion, która wspiera Clarka od czasu jego pierwszego zwycięstwa w turnieju wielkoszlemowym, po ósmym dołku na chwilę opuściła pole i udała się do pomieszczeń klubowych. „W ciągu 25 lat widziałam wiele przypadków złego zachowania, ale czegoś takiego jeszcze nigdy” – powiedziała po rundzie.
Sam Clark poradził sobie z tą sytuacją, łącząc czarny humor z zdyscyplinowaną koncentracją. Za każdym razem, gdy któryś z nielicznych kibiców klaskał mu, żartował ze swoim caddie, Davem „Big Wave” Pelekoudasem: „O, jest ktoś, komu się podobam”. Elion przygotował go do tego, by natychmiast zastępować negatywne bodźce pozytywnymi myślami – mechanizm, który Clark z powodzeniem zastosował już w 2023 roku w Los Angeles.
Pelekoudas, który przy niemal każdym uderzeniu powtarzał tę samą mantrę, utrzymywał Clarka na właściwej drodze: „Stay in the process”.
Pomimo wszystkich przygotowań mentalnych Clark rozpoczął słabo pod względem sportowym. Bogeys na dołkach 2, 5 i 7 – ostatni z nich to nieudany Putt na Par z odległości zaledwie czterech stóp, który publiczność przyjęła najgłośniejszym okrzykiem radości tego dnia – sprawiły, że na pierwszych dziewięciu dołkach miał trzy powyżej Par. Po 38 uderzeniach zakończył pierwszą dziewiątkę, nie zaliczając ani jednego Birdie.
Podczas gdy Clark zmagał się z trudnościami, trzy grupy przed nim świetnie radził sobie Sam Burns. 29-latek z Luizjany, który rozpoczął grę z siedmioma uderzeniami straty, rozegrał pierwszą dziewiątkę z imponującym wynikiem 32 (–3). Dzięki Birdie na dołkach 1, 3, 5 i 8 – z których ostatnie było spektakularnym Puttem z 50 stóp – awansował do wyniku –4. Kiedy w tym samym czasie Clark zaliczył bogey na 7. dołku, różnica zmniejszyła się do jednego uderzenia. To, co rano wydawało się formalnością, nagle stało się turniejem z otwartym wynikiem.
Scheffler, który grał w ostatniej grupie i teoretycznie powinien stanowić największe zagrożenie, nigdy nie złapał rytmu. Bogey na dołku 1, Birdie na piątym dołku (Par 5), ale prawie żadnego impetu. Nigdy nie zbliżył się do Clarka na mniej niż trzy uderzenia.
Decydujący rozdział rozpoczął się na 10. dołku. Clark wykonał uderzenie startowe na odległość 347 jardów, zatrzymując się zaledwie 61 jardów od dołka. Zagrał kontrolowanym Wedge’em, który sprawił, że piłka zatrzymała się cztery stopy od dołka. Udało się zdobyć Birdie. Pierwsza wygrana runda tego dnia, pierwsza chwila ulgi, przewaga znów wzrosła do dwóch uderzeń. Burns popełnił błąd na 15. dołku, zaliczając Bogey. Przewaga wzrosła do trzech uderzeń. Jednak Burns natychmiast odpowiedział birdie na szesnastym dołku (Par 5).
Wtedy nadeszła chwila, której potrzebował ten finałowy dzień, by ukazać pełny obraz sytuacji. Clark uderzył z tee na 16. dołku w gęstą trawę fescue – co, według relacji reportera z pola golfowego Jima Mackaya, było „straszną sytuacją”. Clark powiedział swojemu caddie, że da radę. Wygrał piłkę z powrotem na Fairway, trzecim uderzeniem posłał ją 24 stóp za flagę – i trafił Puttem do dołka, zdobywając Birdie.
Clark zacisnął prawą pięść, krzyknął „Let's go!” i wyjaśnił później: „To było prawdopodobnie najgłośniejsze, jak kiedykolwiek kibicowałem samemu sobie”. Przewaga znów wynosiła dwa uderzenia. Burns siedział w tym momencie na driving range i czekał na ewentualną dogrywkę.
Na 17. dołku Clark popełnił błąd – jego uderzenie z tee wylądowało 69 stóp od dołka, jego pierwszy Putt zatrzymał się sześć stóp przed dołkiem, a drugi nie trafił. Bogey po trzech puttach. Przewaga: jedno uderzenie. Burns, który w międzyczasie nie wykorzystał szans na Birdie z odległości 10 i 16 stóp na 17. i 18. greenie – ta ostatnia sprawiła, że osunął się na kolana – dał z siebie wszystko. Clark musiał tylko dobrze zakończyć grę na 18. dołku.
Jego drive wylądował w Roughie pierwszego cięcia po prawej stronie Fairwaya. Uderzenie z approachu wylądowało na greenie, około 52 stóp od dołka. Clark zagrał Putt typu lag, który zatrzymał się kilka centymetrów od dołka. Tap-in. Zwycięstwo.
Dzięki temu triumfowi Clark dołącza do wąskiego, elitarnego grona. Jako dziewiąty zwycięzca turnieju U.S. Open, który prowadził od początku do końca, znalazł się na liście obejmującej takie nazwiska jak Tiger Woods (dwukrotnie), Rory McIlroy, Ben Hogan i Walter Hagen. Ostatnim zwycięzcą, który prowadził od początku do końca, był przed nim Martin Kaymer w 2014 roku w Pinehurst.
Clark jest obecnie 24. wielokrotnym zwycięzcą U.S. Open – oraz trzecim z rzędu mistrzem z Shinnecock, który zdobył tam swój drugi tytuł wielkoszlemowy, po Retiefie Goosenie w 2004 roku i Brooksie Koepce w 2018 roku. Podobieństwo do Goosena jest tu szczególnie trafne: Goosen zdobył swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy w 2001 roku w Southern Hills, a drugi w 2004 roku w Shinnecock Hills – również trzy lata po pierwszym zwycięstwie, również z jedenastoma greenami zaliczonymi jednym uderzeniem w rundzie finałowej i również z łącznym wynikiem 276.
Clark wyprzedził rywali w kluczowych kategoriach statystyk końcowych: był liderem pod względem liczby trafionych puttów z odległości powyżej 20 stóp (łącznie pięć) oraz uratował 16 z 24 nieudanych greenów w regulaminowym uderzeniu – co dało mu trzecie miejsce w całej stawce. Wynik ten pokazuje, jak bardzo to zwycięstwo opierało się na sile psychicznej i umiejętności gry krótkiej, a nie na bezbłędnym uderzaniu piłki.
Sam Burns zaliczył najbardziej imponującą rundę końcową tego dnia. Z siedmioma uderzeniami straty stał się prawdziwym pretendentem do tytułu – wyczyn, który w historii U.S. Open ostatnio udało się osiągnąć Arnoldowi Palmerowi w 1960 roku (7 uderzeń straty, Cherry Hills) oraz Johnny'emu Millerowi w 1973 roku (6 uderzeń straty, Oakmont). Jego wynik 67 wystarczył na samodzielne drugie miejsce – to jego najlepszy wynik w turnieju wielkoszlemowym i trzecie z rzędu miejsce w pierwszej dziesiątce US Open. Podczas konferencji prasowej Burns był wyraźnie wzruszony – również ze względu na datę. „Sama świadomość wagi tej chwili i tego, jak mogło wyglądać to wspomnienie – to byłoby naprawdę coś wyjątkowego” – powiedział o Dniu Ojca, w którym spędzał czas ze swoim dwuletnim synem Bearem. Podsumował jednak uczciwie: „Nie sądzę, żebym dzisiaj przegrał turniej. Dałem z siebie wszystko”.
Tom Kim był jednym z dwóch kwalifikantów w stawce, którzy dzięki specjalnemu zwolnieniu zakwalifikowali się do następnego turnieju U.S. Open. Trzykrotny zwycięzca PGA Tour, który po spadku w rankingu na 141. miejsce w światowym rankingu musiał przejść przez 36-dołkowe kwalifikacje, zakończył turniej samodzielnie na trzecim miejscu (–1, 279) i tym samym zapewnił sobie prawo startu w turnieju w 2027 roku w Pebble Beach.
Scottie Scheffler nie spełnił oczekiwań tego dnia. Lider światowego rankingu, który zmierzał ku swoim 30. urodzinom i potencjalnemu Career Grand Slamowi – brakowało mu już tylko zwycięstwa w U.S. Open – przez większość czasu grał słabo. Bogey na pierwszym dołku nadał ton rozgrywce, a jego Putter, który przez cały tydzień nie był zbyt niezawodny, również w finale regularnie odmawiał współpracy. Zakończył z wynikiem +1 (71) i zajął ex aequo czwarte miejsce wraz z J.T. Postonem i Keithem Mitchellem, cztery uderzenia za Clarkiem. Mimo wszystko potrafił pogratulować zwycięzcy z szczerym szacunkiem: „Miał tam nerwy ze stali. To bardzo niedoceniany gracz, który potrafi się wykaraskać z trudnych sytuacji”.
Keith Mitchell zapisał na marginesie statystyk ciekawostkę: wszystkie cztery rundy zakończył wynikiem 70 – jako pierwszy gracz od czasów Curtisa Strange’a podczas U.S. Open w 1994 roku w Oakmont, gdzie turniej rozgrywano wówczas na Par 71. Na polu Shinnecock Hills, o Par 70, jest to jeszcze bardziej godne uwagi.
Rory McIlroy w żadnym momencie nie był naprawdę w grze o tytuł. W sobotę na chwilę rozbudził nadzieję, gdy na pierwszych dziewięciu dołkach wyszedł na wynik –2 – jednak ostatnie dziewięć dołków okazało się jego piętą achillesową. Turniej zakończył z wynikiem +6. „Wszystko się posypało. Sam się wyeliminowałem z turnieju” – powiedział po rundzie.
Powrót Wyndhama Clarka nie byłby możliwy bez silnego wsparcia bliskich. W centrum uwagi znajduje się Julie Elion, jedna z najbardziej renomowanych trenerów mentalnych w profesjonalnym golfie, z 25-letnim doświadczeniem. Elion współpracowała z Clarkiem już przed zwycięstwem w 2023 roku – jej metoda polega na wykorzystywaniu negatywnych bodźców jako wyzwalaczy, aby wywołać pozytywne reakcje. Przed turniejem przekazała Clarkowi mantrę: „Nie chodzi o to, co się z nami dzieje; chodzi o to, jak na to reagujemy. To twoje rodeo! Tworzysz swój własny wewnętrzny świat oparty na zaufaniu i radości”. Clark konsekwentnie stosował to podejście podczas rundy.
Caddie Dave „Big Wave” Pelekoudas zapewniał wsparcie mentalne słowami: niemal przy każdym uderzeniu przypominał Clarkowi, by pozostał skupiony na procesie. Nowy Putter typu Mallet marki Ping, który Clark wprowadził do gry tuż przed turniejem, okazał się szczęśliwym wyborem – w całym tygodniu zajął czwarte miejsce w klasyfikacji puttowania.

Kiedy Wyndham Clark po ostatnim uderzeniu został powitany przez tłum opiekunów, przyjaciół i działaczy, szukał wzrokiem konkretnego mężczyzny. Znalazł go – Randalla Clarka, swojego ojca, byłego zawodowego tenisistę, który w nocy z soboty na niedzielę zarezerwował bezpośredni lot z Denver do Nowego Jorku, aby zrobić synowi niespodziankę.
Był to pierwszy raz, kiedy Randall Clark osobiście był świadkiem zwycięstwa swojego syna na PGA Tour. Problemy zdrowotne uniemożliwiły mu to przy poprzednich okazjach – w tym podczas pierwszego triumfu w US Open w 2023 roku. Uścisk na 18. greenie Shinnecock Hills, w Dzień Ojca, był zatem wyjątkowo długi.
Kontekst emocjonalny sięga jeszcze dalej w przeszłość. Matka Clarka, Lise Clark, była Miss Nowego Meksyku, zmarła w 2013 roku po walce z rakiem piersi. Clark miał wówczas 19 lat. Jej śmierć ukształtowała nie tylko jego charakter, ale także jego długą drogę do Tour – minęło 134 startów, zanim odniósł pierwsze zwycięstwo, które w końcu udało mu się osiągnąć w wieku 29 lat.
„Nigdy nie był obecny przy żadnym z moich zwycięstw. Ale teraz, akurat w Dzień Ojca, wygrać tutaj – to po prostu niesamowite” – powiedział Clark podczas konferencji prasowej. „To nie tylko moje zwycięstwo. To zwycięstwo całego mojego zespołu”.
Czy to zwycięstwo trwale zmieni wizerunek Clarka, dopiero się okaże. On sam ma taką nadzieję: „Naprawdę mam nadzieję, że to zamknie ten rozdział. Cieszę się, że wytrwałem. Ale dzisiaj – dzisiaj ten dzień należy do mnie”.
Kolejny turniej U.S. Open odbędzie się w dniach 17–20 czerwca 2027 roku na polu Pebble Beach Golf Links w Kalifornii. Scottie Scheffler, który wciąż ma przed sobą szansę na Career Grand Slam, prawdopodobnie ponownie wystąpi tam jako główny faworyt. Wyndham Clark weźmie w nim udział jako dwukrotny mistrz U.S. Open – i tym razem być może z przewagą sympatii jako gospodarz.
22 Jun 2026
Wyndham Clark zdobywa swój drugi tytuł wielkoszlemowy w golfie, wygrywając US Open 2026. (Zdjęcie: Imago / UPI Photo)