


Golf stoi w obliczu najgłębszej reformy strukturalnej od dziesięcioleci: od sezonu 2028 PGA Tour podzieli się na dwie odrębne serie – z systemem awansów i spadków, rozgrywkami typu match play w fazie posezonowej oraz zniesieniem zwolnień sponsorskich. To, co we wtorek oficjalnie ogłoszono w Cromwell w stanie Connecticut, to coś więcej niż tylko korekta kursu. To nowy początek.
Cromwell, Connecticut, 24 czerwca 2026 r. W klubie TPC River Highlands, gdzie odbywa się trwające obecnie Travelers Championship, przed mikrofonami staje Brian Rolapp. Obok niego stoi Tiger Woods, który po miesiącach nieobecności po raz pierwszy ponownie pojawia się przed golfową publicznością. To, co obaj prezentują w ten wtorkowy poranek, nie miało dotąd precedensu w historii PGA Tour.
W poprzednim dniu, w poniedziałek, zarząd PGA Tour niemal jednogłośnie przegłosował nowy model rozgrywek, który ma wejść w życie od sezonu 2028. Reforma jest wynikiem dziewięciu miesięcy intensywnej pracy, setek iteracji modelu oraz niezliczonych rozmów między graczami, sponsorami, partnerami medialnymi i przedstawicielami Tour. Pod względem głębokości strukturalnej jest to najważniejsza zmiana w profesjonalnym golfie od czasu założenia PGA Tour w sierpniu 1968 roku.
„Jedna Tour. Dwie fascynujące serie turniejów, rozgrywane na najbardziej prestiżowych polach, o najwyższą stawkę, z prawdziwym finałem posezonowym, który wyłoni najlepszego golfistę świata” – powiedział Rolapp podczas konferencji prasowej.
List do fanów dotyczący przyszłości @PGATOUR. pic.twitter.com/WAFJwFEV7y
— Brian Rolapp (@brianrolapp) 23 czerwca 2026 r.
Reformy nie pojawiły się znikąd. PGA Tour ma za sobą burzliwe lata. Wraz z pojawieniem się LIV Golf League w 2022 roku Tour nie tylko stracił kilku ze swoich najwybitniejszych graczy – musiał również zmierzyć się z niewygodnymi pytaniami: dlaczego najlepsi golfiści świata tak rzadko grają przeciwko sobie? Dlaczego skład zawodników na turniejach innych niż „Signature Events” jest często przerażająco skromny? Dlaczego prawie nikt nie rozumie, jak właściwie działa system punktowy?
Odpowiedź Tour na tę krytykę przez lata była żmudnym, fragmentarycznym działaniem: tu turnieje „Elevated Events”, tam „Signature Events”, ograniczenia dotyczące składu zawodników oraz zmiany w formacie FedEx Cup. Każde rozwiązanie rodziło nowe problemy. Gracze, którzy właśnie zdobyli tytuł Korn Ferry i właściwie chcieli zadebiutować na głównej Tour, nagle zostali wykluczeni z najbardziej lukratywnych turniejów.
Kiedy w sierpniu 2025 roku stery przejął Brian Rolapp – przybywający z NFL, gdzie ostatnio pełnił funkcję dyrektora ds. mediów – miał już jasną wizję tego, czego chciał: przejrzystość, ograniczona liczba miejsc, równość. Trzy słowa, które od tamtej pory powtarzał jak mantrę. Jednym z jego pierwszych kroków jako dyrektora generalnego było powołanie Future Competition Committee (FCC) – dziewięcioosobowego gremium, którego wyraźnym zadaniem było całkowite przemyślenie struktury zawodów na trasie od podstaw.
Na czele komisji stanął Tiger Woods. Oprócz pięciu innych przedstawicieli graczy – Patricka Cantlaya, Mavericka McNealy’ego, Keitha Mitchella, Adama Scotta i Camilo Villegasa – Rolapp zaprosił do współpracy również trzech doradców strategicznych ze świata biznesu: Joe Gordera, Johna Henry’ego i Theo Epsteina.
Ten ostatni jest prawdopodobnie najbardziej zaskakującym nazwiskiem w tym gronie. Epstein jest jednym z najbardziej znanych menedżerów baseballowych współczesności – pod jego kierownictwem drużyna Chicago Cubs zdobyła w 2016 roku tytuł World Series, po raz pierwszy od 108 lat. Co więcej: Epstein jest uważany za jednego z architektów reform strukturalnych, które w ostatnich latach przyczyniły się do odrodzenia baseballu. Zegar rzutu, nowe zasady dotyczące dodatkowych inningów, zmienione formacje obronne – wszystko to przyczyniło się do tego, że gra stała się szybsza, bardziej dynamiczna i bardziej przystępna dla nowej publiczności.
W pełnym pasji liście, który Epstein wysłał do zarządów Tour w weekend poprzedzający decydujące głosowanie, odwołał się do tego porównania i argumentował, że proponowane obecnie zmiany w PGA Tour oferują „znacznie większy potencjał i większą dynamikę rozwoju” niż nawet spektakularne sukcesy MLB.
Sercem reformy jest podział na dwie równoległe serie. PGA Tour Championship Series to nowa nazwa najwyższego szczebla profesjonalnego golfa. Obejmuje ona od 23 do 24 turniejów w sezonie, w tym cztery turnieje wielkoszlemowe, The Players Championship, odpowiednie rozgrywki drużynowe (Presidents Cup lub Ryder Cup), a także nowo zaprojektowaną fazę posezonową. Sezon zasadniczy składa się z 15 turniejów – dziesięć z nich zostało już wytypowanych na rok 2028, a w przypadku obecnych turniejów flagowych prawdopodobnie będzie duży nakładanie się terminów.
Sezon rozpocznie się w lutym ważnym turniejem otwierającym i zakończy w sierpniu – znacznie wcześniej niż dotychczas, co celowo pozostawia miejsce na międzynarodowe wydarzenia jesienią. W turniejach weźmie udział około 120 graczy, a po 36 dołkach do dalszej rywalizacji zakwalifikuje się 65 najlepszych oraz gracze z remisem. Pula nagród: co najmniej 20 milionów dolarów amerykańskich na każdy turniej. Dla porównania: pula nagród w US Open 2026 wyniosła 22,5 miliona dolarów.
Dwie decyzje mają tu szczególne znaczenie symboliczne: niebędzie już zwolnień sponsorskich, nie będzie też listy rezerwowej. Kto nie zakwalifikuje się na podstawie wyników sportowych, po prostu nie zagra. Sponsor nie będzie mógł wprowadzić do stawki zaprzyjaźnionej gwiazdy, która w rzeczywistości już dawno straciła kontakt z czołówką. „Kiedy fani włączają transmisję z PGA Tour Championship Series, wiedzą, że zobaczą najlepszych graczy świata w bezpośrednim pojedynku” – wyjaśnił Rolapp podczas konferencji prasowej.
Organizatorzy Touru ogłosili ponadto wyraźnie, że przy przyznawaniu pozostałych pięciu miejsc turniejowych zamierzają wkroczyć na nowe rynki. Wymieniono Boston, Denver, Nowy Jork, Filadelfię, San Francisco, Seattle i Waszyngton – metropolie, które dotychczas rzadko lub w ogóle nie pojawiały się w kalendarzu turniejowym.
Równolegle odbywa się PGA Tour Challenger Series – i właśnie w tym tkwi jeden z najgorętszych punktów politycznych całej reformy. Seria Challenger została zaprojektowana jako główna droga awansu do Championship. Obejmuje co najmniej 20 turniejów w sezonie, z udziałem około 144 graczy, 36-dołkowym cutem i pulą nagród wynoszącą co najmniej cztery miliony dolarów na każdy turniej.
Około siedem z tych turniejów Challenger odbywa się w tygodniach przerwy w Championship Series – czyli w tych tygodniach, w których elita ma przerwę. Turnieje te mają zyskać większą konsekwencję, więcej uwagi i lepsze warunki organizacyjne.
Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem Rory McIlroy – aktualny mistrz Masters – skomentował planowaną drugą serię w mało pochlebnych słowach: „Track Two to ulepszona wersja turnieju Korn Ferry. Właśnie tym będzie Track Two” – powiedział w tygodniu, w którym odbywał się US Open.
Rolapp nie pozostawił tej krytyki bez odpowiedzi. Zwrócił uwagę, że Tour nadal będzie oferować około 47 turniejów dla około 230 graczy – ta sama podstawowa struktura co dotychczas, tylko lepiej zorganizowana. „Jeśli przyjrzycie się turniejom z serii Challenger Series, rozpoznacie znane wam miejsca rozgrywek. Będą atrakcyjne nagrody pieniężne. Będą to zawodnicy z obecnej puli 200 i więcej profesjonalistów. To coś zupełnie innego niż dzisiejsza Korn Ferry Tour”. Co ciekawe: sam McIlroy po oficjalnym ogłoszeniu złagodził swoje stanowisko i określił je jako „pozytywny krok dla profesjonalnego golfa”.
To, co odróżnia nową strukturę od wszystkiego, co było dotychczas, to wprowadzenie prawdziwego systemu awansów i spadków – najbardziej konsekwentnego, jaki kiedykolwiek widziano w golfie.
Podstawowa zasada jest prosta: 90 najlepszych graczy z listy punktowej Championship zachowuje swój status na następny sezon. 20 najlepszych graczy z serii Challenger awansuje. Z tych 110 graczy oraz z innych, jeszcze do określenia kategorii – zwycięzców turniejów, wyjątków medycznych, kamieni milowych w karierze – składa się stawka Championship Series w następnym roku.
Kto w Championship Series zajmie 91. miejsce lub niższe, ten spadnie z ligi. Bez żadnych „jeśli” i „ale”. Nie ma tu żadnej siatki bezpieczeństwa w postaci preferencyjnych miejsc startowych czy dobrych relacji z dyrektorem turnieju. Istnieje jednak ostatnia furtka: tak zwana seria „Last Chance”. Cztery do sześciu wydarzeń odbywających się jesienią w Stanach Zjednoczonych oferują graczom zagrożonym spadkiem ostatnią szansę na utrzymanie statusu Championship. Kto zawiedzie również tam, w następnym sezonie wystartuje w Challenger Series.
Dla wszystkich, którzy zastanawiają się, kogo konkretnie by to dotyczyło: gdyby obecny sezon odbywał się już zgodnie z nowymi zasadami, gracze tacy jak Taylor Pendrith, Marco Penge, Denny McCarthy, Rasmus Højgaard czy Mackenzie Hughes znaleźliby się poza pierwszą dziewięćdziesiątką – a tym samym na miejscu spadkowym.
Szczególnie atrakcyjne jest to, że każdy, kto w ciągu jednego sezonu dwukrotnie wygra w Challenger Series, otrzymuje natychmiastowy awans do Championship Series – jeszcze w trakcie trwania bieżącego sezonu. To silny model motywacyjny dla sekcji Challenger, dzięki któremu staje się ona czymś więcej niż tylko strefą oczekiwania.
Być może temat, który najbardziej elektryzuje miłośników golfa: Tour Championship – finał sezonu PGA Tour – od 2028 roku będzie rozgrywany w formacie match play. Przez lata pomysł ten był przedmiotem dyskusji, ale ostatecznie zawsze odrzucano go, ostatnio argumentując, że zakończenie sezonu rozgrywanego w formacie stroke play meczem pojedynczym jest niespójne. Rolapp nie zgodził się z tym argumentem. Dla niego liczy się moment telewizyjny, napięcie i bezpośredni pojedynek.
Równie rewolucyjna jest zmiana: Tour Championship opuszcza swoje wieloletnie miejsce rozgrywania. Od 2004 roku East Lake Golf Club w Atlancie był stałą siedzibą finału sezonu. To się kończy – przynajmniej jako stała siedziba. Zamiast tego turniej będzie w przyszłości odbywał się na zmianę na najbardziej prestiżowych polach golfowych w USA. Na liście życzeń znajdują się takie legendy jak Pine Valley Golf Club w New Jersey, Cypress Point Club w Kalifornii oraz Seminole Golf Club na Florydzie – pola, na których dotychczas nigdy nie odbywał się regularny turniej PGA Tour.
Format nowych rozgrywek play-off nie został jeszcze w pełni ustalony, ale ma obejmować fazę grupową, po której nastąpi runda pucharowa, a całość ma trwać dwa tygodnie. Podstawowa idea: zawody, które będą przypominały mistrzostwa – z wyraźnymi przegranymi i jednoznacznym mistrzem. Ponadto: po raz pierwszy, oprócz mistrza fazy playoff, zostanie wyłoniony również mistrz sezonu zasadniczego, który otrzyma odrębne wyróżnienie. Tytuł ten otrzyma ten, kto przez cały sezon grał najbardziej równomiernie.
Brian Rolapp nie jest znawcą golfa. Pochodzi ze świata futbolu amerykańskiego – jako dyrektor ds. mediów w NFL odegrał kluczową rolę w komercjalizacji najcenniejszego pakietu praw sportowych na świecie. Właśnie tę perspektywę wniósł ze sobą, gdy w sierpniu 2025 roku został dyrektorem generalnym PGA Tour: Jak sprawić, by liga sportowa stała się na tyle atrakcyjna dla stacji telewizyjnych i mediów, by były one gotowe zapłacić rekordowe kwoty za prawa do transmisji? Odpowiedź, którą opracował wraz z FCC, brzmi: przejrzystość, rzadkość, konsekwencja.
Oprócz funkcji dyrektora generalnego Rolapp będzie teraz pełnił również funkcję komisarza PGA Tour – jako piąty komisarz w historii tej organizacji, następca Jaya Monahana.
Tiger Woods był przewodniczącym Future Competition Committee – a tym samym sportową duszą reformy. Fakt, że pomimo trudnego okresu w życiu osobistym (w marcu 2026 roku Woods został aresztowany na Florydzie pod zarzutem jazdy pod wpływem alkoholu, a następnie poddał się leczeniu za granicą) pozostał zaangażowany w prace komisji i udał się do Cromwell na głosowanie, podkreśla, jak ważny jest dla niego ten projekt. Jego pierwsze publiczne wystąpienie od czasu tego incydentu sprawiało wrażenie skupionego i zdecydowanego.
„Ta praca nigdy nie była ukierunkowana na jedną osobę czy jednego gracza. Chodziło o połączenie różnych perspektyw, prowadzenie szczerych i trudnych rozmów oraz odważne myślenie – w imię sportu, który wszyscy kochamy” – powiedział Woods na konferencji prasowej.
Na pierwszy rzut oka Theo Epstein może wydawać się nie na miejscu w gremium golfowym. Człowiek, który jako dyrektor generalny Boston Red Sox (2004) i Chicago Cubs (2016) doprowadził do zdobycia dwóch najbardziej romantycznych tytułów mistrzowskich w historii baseballu, jest uważany za jednego z najbystrzejszych umysłów w amerykańskim sporcie zawodowym. W FCC był głosem, który nieustannie przypominał o tym, co reformy strukturalne przyniosły w innych dyscyplinach sportowych. Jego apel o „consequence and jeopardy” – czyli prawdziwą sportową konsekwencję i napięcie wynikające z ryzyka – stanowi motyw przewodni nowego modelu rozgrywek.
Poniedziałkowe głosowanie przebiegło niemal jednogłośnie. Jedyny wyjątek: Patrick Cantlay, ośmiokrotny zwycięzca turniejów Tour i sam członek FCC, wstrzymał się od głosu. Nie wydał w tej sprawie żadnego publicznego oświadczenia – to niewielki, ale nie do zignorowania sygnał, że nie wszyscy gracze są w pełni przekonani.
Rory McIlroy, którego krytyczne słowa w poprzednim tygodniu wywołały spore poruszenie, opublikował po ogłoszeniu oświadczenie, w którym nastąpiła zauważalna zmiana tonu: „Dzisiejsze ogłoszenie stanowi pozytywny krok dla profesjonalnego golfa. To budujące, że PGA Tour potwierdza znaczenie merytokracji i tworzy strukturę, która będzie służyć graczom i kibicom jeszcze przez długi czas. [...] W ostatnich latach golf przechodził okres niepewności i podziałów, co nie leżało ani w interesie graczy, ani kibiców. Dzisiaj na pierwszym miejscu stawiamy kibiców i jestem podekscytowany przyszłością naszego sportu”.
Maverick McNealy, przedstawiciel graczy w FCC, ujął to podczas konferencji prasowej w prosty sposób: „W pewnym sensie jest to wielka zmiana, ale pod innymi względami PGA Tour pozostanie tym, co znacie i kochacie. Po prostu będziecie wiedzieć, gdzie ją znaleźć. Będziecie wiedzieć, kiedy się zaczyna, kiedy się kończy i kto zazwyczaj gra w każdym tygodniu”.
Choć reforma ma tak daleko idący zasięg, w wielu istotnych aspektach nie jest jeszcze ukończona. Ci, którzy mają nadzieję dowiedzieć się już teraz, czy turniej Memorial Tournament w 2028 roku będzie należał do kategorii Championship czy Challenger, muszą jeszcze poczekać: pełny harmonogram rozgrywek ma zostać ogłoszony dopiero w pierwszym kwartale 2027 roku. Do tego czasu trzeba przeprowadzić negocjacje z organizatorami istniejących turniejów, zdobyć nowe rynki i przekonać sponsorów. To trudne rozmowy, które dopiero się zaczynają.
Również niejasna pozostaje kwestia:
To, co we wtorek postanowiono w Cromwell, nie jest zabiegiem kosmetycznym. To operacja na sercu u żywego pacjenta – i jak w przypadku każdego takiego zabiegu, szanse na wyleczenie i ryzyko są ze sobą ściśle powiązane.
Szanse są oczywiste: w końcu najlepsi gracze regularnie zmierzą się ze sobą. W końcu każdy mecz ma znaczenie. W końcu fani na całym świecie będą mogli łatwo ustalić, kto jest najlepszym graczem sezonu. I w końcu wraz z wprowadzeniem formatu match play w fazie playoff pojawi się rozgrywka, która potrafi porwać nawet osoby niezaznajomione ze sportem – ponieważ, w przeciwieństwie do stroke play, opiera się na bezpośrednich starciach. Reforma przywraca profesjonalnemu golfowi to, co ten sport zawsze miał w swoich najsilniejszych momentach: jasność i dramatyzm.
Ryzyko jest równie realne. Seria Challenger musi dopiero zasłużyć na swoją reputację. Ostrzeżenie McIlroya przed „podwyższoną rangą turnieju Korn Ferry” ucichnie, gdy zagrają tam wielkie nazwiska – i może stać się bardzo głośne, jeśli skład zawodników będzie tydzień po tygodniu zbyt skromny i zbyt mało znany. To, czy sponsorzy będą gotowi płacić za turnieje Challenger Series, podczas gdy elita gra gdzie indziej, pozostaje otwartą kwestią o ogromnym znaczeniu biznesowym.
Do tego dochodzi ryzyko strukturalne związane z każdą ambitną reformą: rozbieżność między wizją a realizacją. W ciągu ostatnich pięciu lat PGA Tour regularnie ogłaszało plany, które ulegały opóźnieniom lub były osłabiane. Plany na rok 2025 zostały przesunięte na rok 2026, następnie na rok 2027 – a obecnie w grę wchodzą konkretne zamierzenia na rok 2028. Sam Rolapp przyznał, że „przed nami jeszcze wiele pracy”.
Niemniej jednak: to, co postanowiono w Cromwell, jest najodważniejszym krokiem, jaki PGA Tour podjęła od momentu swojego powstania. Tiger Woods współtworzył ten proces i uwiarygodnił go swoim nazwiskiem, Theo Epstein wzbogacił go intelektualnie, a Brian Rolapp popchnął go do przodu z trzeźwością menedżera ds. mediów, dla którego oglądalność ma większe znaczenie niż tradycja sama w sobie.
Profesjonalny golf przez długi czas był labiryntem – zbyt wiele turniejów, zbyt mało emocji, zbyt mało konsekwencji. Od 2028 roku ma to być prawdziwa rywalizacja. Taka, którą można zrozumieć, śledzić i poczuć. To, czy się to uda, nie rozstrzygnie się w poniedziałkowy wieczór w sali konferencyjnej w Connecticut. Rozstrzygnie się to na polu golfowym.
24 Jun 2026
Brian Rolapp, dyrektor generalny PGA Tour, ogłosił we wtorek daleko idące zmiany w strukturze PGA Tour. (Zdjęcie: Zuma Press)